Jak co dzień wychodziłam do szkoły. Zapowiadał się ładny dzień. Nagle zauważyłam jakiś ruch w małym domku, zrobionym dla mnie i dla mojego brata. Pomyślałam, że to jeden z tych kocurów z sąsiedztwa, które bezskutecznie próbowały zalecać się do Gwiazdki.
Podeszłam, tam chcąc przegonić to coś. Wtem usłyszałam głos:
- Nie krzywdź mnie, obiecuję zaraz sobie pójdę.
Spojrzałam w tamtym kierunku. Mały, niebieski pegaz, patrzył na mnie prosząco.
- A co ja ci miałabym zrobić? - odpowiedziałam. - Bardziej interesuje mnie jak ty się tu znalazłaś?
- Uciekłam z domu.
- Co??? Jako uciekłaś??? - zdziwiłam się.
- Noooo, ja nie uciekłam z normalnego domu. - odpowiedziała, lekko zmieszana. - Ja uciekłam z domu źrebieńcia (niby coś takiego, jak dom dziecka).
- Yyy??? Przecież to jest z 20 kilometrów od naszego domu, jak nie dalej!!! - mega się zdziwiłam.
- No przeleciałam - odparła jakby nigdy nic.
(Kopara całkowicie mi opadła XD) Zmierzyłam ją wzrokiem. Wyglądała na jakieś 7-8 lat. Lol. Jak taki dzieciak może tyle przelecieć!? Co prawda nie znałam się na tym, ale Minty mówiła, że 10 kilosów to trochę dużo nawet jak na nią. Jak temu małemu dzieciakowi udało się tyle przelecieć???
- Ok, może jesteś zmęczona zaprowadzę cię do domu, i moja mama jakoś się tobą zajmie - powiedziałam.
- Nieee, ona na pewno potem mnie tam odeśle - zauważyła.
- Nie chcesz tam wracać?
- Nie, tam jest okropnie. Pza tym, te wszystkie kucyki, które tam są, nie lubią mnie - posmutniała.
- Jak ty się wogóle nazywasz? - zapytałam. - Ja jestem Pink Rose, a ty?
- Jestem Maggie, ale wszyscy mówili tam na mnie Meg.
- A jak wolisz, żeby cię nazywać?
- Maggie - odpowiedziała.
Myślałam co tu by z nią zrobić. Przecież nie zostawię jej na pastwę losu!
- Ok, poczekaj tu na mnie do 14, o tej porze kończę lekcje, a jak teraz nie pójdę, to będę musiała się usprawiedliwić, a będzie trudno wytłumaczyć powód nie pójścia do szkoły, mamie - rzekłam (XD). Zawsze mogłabym pójść na wagary, ale mama ma zmianę dopiero o 12 i mogła by zobaczyć a to było by źle.
Nagle Maggie zaburczało w brzuchu.
- Chcesz kanapkę? - uśmiechnęłam się.
- A ty co będziesz jadła?
- Spoko mam obiad w szkole - podałam jej kanapkę. - Dobra musze lecieć, bo faktycznie się się spóźnię, i będę miała przechlapane. -powiedziałam.
Do szkoły wpadłam równo z dzwonkiem. Bąknełam do nauczycielki coś o byciu w łazience i zajęłam swoją ławkę. Przez cały dzień myślałam, co by tu zrobić z małą i jak ją ukryć. Wiedziałem, że przed mamą długo nic się nie ukryje.
- Hej co ty taka dzisiaj nie obecna? - nawet nie zauważyłam Minty, która do mnie podeszła.
- Co? Nic nic...
- Przecież widzę, że coś cię gryzie.
- Nooo, przyjeżdża do mnie młodsza kuzynka. Nie wiem jak się nią zająć - skłamałam.
- Proponuję Ci rozłożyć namiot, moje młodsze rodzeństwo, i kuzynostwo to uwielbia - poradziła Minty.
- Hmmm, dobry pomysł - zamyśliłam się. - Dzięki.
- Plose bardzo - uśmiechnęła się.
C.D.N
-------------------------------
Siemka kochani ^-^ (czyli Karolino, niewiadoma osobo i 2 Francuzów, którzy wpadłi tu przypadkiem) Dawno nie pisałam, ale jestem. Czemu nie było postów? Sama nie wiem, jakoś tak się złożyło. W każdym razie dzisiaj wstawię jeszcze drugą część z obrazkiem Maggie. Czy podobało ci się to co było u góry? Jeśli tak to proszę napisz koma. Pozdro :*
Jej jest super
OdpowiedzUsuń